BAZYL chce „się” bzykać…

  •  
  •  
  •  
  •  

Czy piętnaście lat to dużo? Nie liczę już dni, mijające tygodnie są podobne do tych z przeszłości a miesiące są tylko pustymi nazwami nie znaczącymi już tak wiele, jak wtedy gdy podniecałem się na samą myśl o wiośnie i odsłoniętych walorach kobiet kuszących nieświadomie mój wzrok.

Jak więc mam zmierzyć życie duchowe i emocjonalne rozłożone w takich ramach czasu? Jak w odpowiedniej chwili (czym jest odpowiednia chwila?) rozpoznać symptomy grzesznej myśli, pokusy diabelskiej, rozprowadzonej po twoim ciele jak farba przez Leonardo na płótnie z Mona Lisą. Kiedy jest grzech a kiedy jest to tylko pragnienie, ukryte i niedostępne dla innych, ukryte gdzieś głęboko w naszej podświadomości, tam gdzie ty i ja, wbrew utartym opiniom o świętości naszej świadomości, zaglądamy zaspokoić popęd i odprężyć dramatycznie doświadczaną psyche faceta ,faceta który jeszcze trochę potrafi pięknie marzyć.

Niech ktoś mądry, powie mi wreszcie, jak to jest z tym małżeństwem, po co to komuś, skoro uczucie po minimum Plus 18trzech latach gdzieś ulatuje, pożądanie więdnie, zostaje tylko codzienność i pory roku, które przemijają, nie pozostawiając po sobie żadnych wrażeń. Tylko ,że ja przed taką codziennością zawsze uciekałem, starałem się wyzbyć nawyku biernego bycia, bycia tylko obok.

Tak, po 15 latach małżeństwa pragnę, żeby ktoś mnie przytulił, właśnie „ktoś”, niekoniecznie żona. Patrzę na nią codziennie; jak zrywa dojrzałe truskawki w ogródku, albo jak krzywi się gdy prasuje moją koszulę, jak się śmieje do telefonu gdy dzwoni przyjaciółka lub gdy ogląda swój ulubiony serial „M jak miłość” ,a ja wtedy zająć się muszę naszym synem. Czy ją jeszcze kocham, nie wiem… Coraz częściej zadaję sobie to pytanie i nie znajduję odpowiedzi.

Piętnastoletni staż, małżeństwo, dziecko, własne M jakich milion w Polsce, pieniądze , oboje pracujemy. Sielanka słowem, powiedziałby każdy, kto marzy o którymś z wymienionych. A ja się zastanawiam nad rozwodem, coraz częściej popadając w rozpacz.

Zachowujesz się jak smarkacz z piaskownicy – powiedziałaby mama.

Czego ty chcesz od życia, przecież masz wszystko – powiedziałby kolega.

I może mieliby rację. Bo sam nie wiem, czego chcę. Ale mam marzenia. Te spełnione i te których nigdy nie ziści mój czas.

Jeszcze dzisiaj pamiętam jej blade ciało i rozchwianą duszę, która każdego dnia traciła wiarę w Boga. Po co to było? Zadaję sobie pytanie a wspominając celebrę jej nagiego ciała, nabieram pewności ,że…. Bóg tak nie potrafi. Tak po prostu: kochać jak facet.

Teologia zmieszana została z zimnym potem.., a potem umarła Nasza poezja. Dziś dręczy mnie tylko jedno pytanie: czy Bóg pozwolił jej na to? Ale jej mąż przecież też jest tylko facetem.

Teraz pragnę, żeby ktoś mnie przytulił, właśnie „ktoś”, niekoniecznie musi to być moja żona. To może być nawet facet, bo nie chodzi o seks, tylko o rozmowę, bliskość dusz. Teraz, właśnie teraz, pragnę najbardziej aby ktoś spojrzał na mnie rozkochanym do szaleństwa wzrokiem. Chcę poczuć to jeszcze raz. Przypomnieć sobie jak drżą ręce przed pierwszym dotykiem. Poczuć smak pocałunku, który łagodzi cały ból istnienia.

Mam czterdzieści dwa lata i mam nadal pragnienia… Czy to już grzech? Grzech, och.., ten grzech. Na sam dźwięk tego słowa dostaje dreszczy. Czuję jak moje dłonie w wyobraźni delikatnie podnoszą jej spódnicę do góry. Ten ekshibicjonizm myśli, doprowadzić potrafiłby każdego do szaleństwa. Ja jednak kontroluję każdy ruch, jakbym ćwiczył ten scenariusz wiele razy. W tej jednej namiętnej chwili zamieniam Boga na Boginię i nic nie jest w stanie, przerwać nam tej niemoralnej postawy wobec dekalogu.

Rozgrzane dłońmi pończochy, zdejmuję z niej w iście teatralny sposób. Podoba jej się to. Wiem, że jej się to podoba, bo wygina się jakby odgrywała rolę baletnicy i tańczyła do dźwięków wydobywających się z naszych wnętrz, a złożonych już tylko z naszych tkliwych oddechów. Nie jestem, co prawda, fetyszem dla niej, ale czuję , że tak jak ja –  jest teraz w innym świecie. Konieczność tego grzechu była już od dłuższego czasu nieunikniona. Stało się, a gdy poprawiała dokumenty na biurku ,ołtarzu na którym dokonaliśmy na sobie zbrodni, pomaszerowałem do kościoła spowiadać się WAM bracia i siostry. Bóg już tam czekał na mnie.

Żona Bazyla

Niech ktoś mądry powie mi wreszcie, jak to jest z tym małżeństwem, po co to komu, skoro uczucie gdzieś ulatuje, pożądanie więdnie i zostaje tylko codzienność, dekorowana czasami szarym płótnem warstwy wierzchniej i cichym krzykiem przy goleniu: „Kurwa! Mam już dość!”.

Tylko, że ja przed taką codziennością zawsze uciekałem, starałem się gloryfikować każdą chwilę w nadziei na..

No i dopadło mnie wreszcie. Codziennie mnie przytłacza. Czy właśnie tak ma wyglądać moje życie, do końca życia! Nie umiem się na to zgodzić, ale… Mamy dziecko, czy mam rozpieprzyć mu życie, odwiedzać raz w tygodniu, skazywać mojego syna na „patologię”, a siebie na samotne bycie ojcem na odległość, tylko dlatego, że już się nie kochamy?

Tylko dlatego ,że zamiast żony widzę w Tobie matkę ….,zmęczoną i prostą matkę…., próbującą codziennie wiązać koniec z końcem.

W pamięci mam taki obraz matki: ona wiecznie czekająca z obiadem, wyglądająca przez okno i przewidująca nietrzeźwość ojca, a on wracający po 20:00 z pracy, podchmielony, niby, że z kolegami piwo, jak się potem okazało, zawsze raczej w damskim towarzystwie i nie o piwo na pewno tam chodziło. Obiecywałem sobie już wtedy, że na przekór wszystkiemu będę miał szczęśliwe życie, nie będę niewolnikiem złego związku, nie poświęcę siebie.

I oto jestem: ojciec i mąż w trzypokojowym M, niestety nieszczęśliwy, niestety ofiara własnych ideałów, nie udało się. Czy powinienem przerwać to dla siebie, czy jestem tak samo ważny jak mój syn – te pytania mnie gnębią. Czy ktoś na mnie jeszcze czeka, czy mógłbym jeszcze choć jeden raz spotkać miłość, a może byłoby mi lepiej samemu? Te pytania także zostają bez odpowiedzi.

Tak, czasami myślę o seksie. Właściwie wszędzie go widzę. Idę na spacer z synem i wgapiam się w kobiety. Czy one widzą, jak kipię. Czy da się wyczuć, że jestem napalony. Pragnę kogokolwiek, w tej chwili jestem najłatwiejszym kąskiem na świecie, wystarczyłoby, żeby ktoś mnie dotknął, złapał za rękę, zaciągnął słowami do łóżka. Tak, Bazyl chce się bzykać. A nie tylko, wychowywać dzieci, pracować, marzyć i walczyć o dobrą przyszłość dla Polski.

Ale seksu u nas nie ma już chyba od pięciu lat. A to, co się zdarza co parę miesięcy, trudno nazwać seksem. A ja chcę, żeby ktoś mnie dotykał, obejmował, całował. Wszędzie jeśli jest to możliwe! I ja chcę się wtulać, zaglądać w każdy szczegół. Pragnę też czyjejś wiary, bo sam coraz częściej czuję się bezsilny.

I uwierzcie mi, gdybym tylko miał dostateczną ilość pieniędzy, zapłaciłbym dziwce, niech tylko ktoś mnie przeleci! Tyle, że wiem, że to mi nic nie da, bo nie tylko o seks mi chodzi, ale w ogóle; o bliskość, o wspólne tematy, o rozmowy, a nie tylko burczenie, żeby nie przeszkadzać. O podziw w oczach, o wspólne sprawy wykraczające poza zakupy, anginę ropną syna i skarpetki rozrzucone po łazience.

Czy już zawsze tak będzie? Tak wygląda dorosłe życie?

A ja głupi, zamiast pod kołdrą czytać trudne rozprawki Dostojewskiego, mogłem zająć się czymś bardziej pożytecznym…

Niech ktoś mi odpowie…

Bazyl (artykuł z Bazylianki nr.2)

Bazyl Clown

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *